Rezydencja podatkowa Dubaju – między podatkowym rajem a prawnym labiryntem

Rezydencja podatkowa Dubaju – między podatkowym rajem a prawnym labiryntem

2026-02-14

Dubaj. Dla wielu polskich przedsiębiorców, freelancerów i inwestorów to dziś synonim wolności finansowej. Wieżowce sięgające chmur, plaże przez cały rok, luksusowe mariny – ale przede wszystkim: życie bez podatku dochodowego. W ostatnich latach tysiące Polaków rozważało lub podjęło decyzję o zmianie rezydencji podatkowej na Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Dubaj i pozostałe emiraty oferują całkowity brak podatku dochodowego od osób fizycznych. To nie jest ulga, to nie jest preferencja – to po prostu nie ma takiego podatku. Dotyczy to absolutnie wszystkich źródeł dochodu osobistego. Wynagrodzenia z pracy i kontraktów – zero podatku. Dywidendy i odsetki z inwestycji – zero. Zyski kapitałowe z papierów wartościowych – zero. Dochody z najmu prywatnych nieruchomości – zero. Spadki i darowizny – również zwolnione z jakichkolwiek obciążeń podatkowych.

Ale czy to rzeczywiście prosta droga do legalnej optymalizacji podatkowej, czy może pułapka dla nieprzygotowanych?

 

Nowa era przepisów podatkowych w ZEA

Jeszcze kilka lat temu zasady rezydencji podatkowej w ZEA przypominały niepisany kodeks – wszyscy mniej więcej wiedzieli, o co chodzi, ale brak jasnych regulacji prawnych tworzył niepewność. Dla niektórych była to zaleta systemu, dla innych – ryzyko, że ich status może zostać zakwestionowany przez organy podatkowe kraju pochodzenia.

Sytuacja zmieniła się fundamentalnie 1 marca 2023 roku, gdy weszła w życie Decyzja Gabinetu nr 85 z 2022 roku. Po raz pierwszy w historii ZEA wprowadziły formalne, statutowe ramy określania rezydencji podatkowej dla osób fizycznych. To był przełom – koniec z domysłami, koniec z szarą strefą. Teraz każdy może precyzyjnie określić, czy spełnia kryteria rezydencji podatkowej w ZEA.

 

Trzy ścieżki do emirackiej rezydencji

Emirackie przepisy oferują trzy alternatywne sposoby uzyskania rezydencji podatkowej, co jest eleganckim rozwiązaniem dostosowanym do różnych profili międzynarodowych rezydentów.

Pierwsza i najprostsza to klasyczna zasada 183 dni – fizyczna obecność w ZEA przez co najmniej 183 dni w ciągu dowolnego kolejnego okresu dwunastu miesięcy. Dni nie muszą być kolejne, a zarówno dzień przyjazdu, jak i wyjazdu liczą się jako pełne dni. Dla cyfrowych nomadów, freelancerów czy właścicieli firm działających zdalnie to relatywnie łatwy próg do osiągnięcia. Pół roku w Dubaju, pół roku gdzie indziej – i formalnie można stać się rezydentem podatkowym ZEA.

Druga ścieżka wymaga tylko 90 dni fizycznej obecności, ale pod warunkiem spełnienia dodatkowych kryteriów. Trzeba posiadać ważne zezwolenie na pobyt w ZEA (wizę rezydencką) lub obywatelstwo ZEA, albo któregoś z państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej. Dodatkowo konieczny jest co najmniej jeden element substancji ekonomicznej: stałe miejsce zamieszkania w ZEA, zatrudnienie tam lub prowadzenie działalności gospodarczej. To rozwiązanie dla osób, które faktycznie przenoszą swoje życie zawodowe do Emiratów, ale ze względu na charakter pracy – na przykład międzynarodowe kontrakty – nie mogą spędzić tam pełnych 183 dni w roku.

Trzecia, najbardziej elastyczna opcja w ogóle nie wymaga określonej liczby dni. Wystarczy, że zwykłe lub główne miejsce zamieszkania oraz centrum interesów finansowych i osobistych znajduje się w ZEA. Ocena uwzględnia miejsce, gdzie osoba zwykle mieszka i żyje, lokalizację najważniejszych interesów osobistych i ekonomicznych, zawód i relacje rodzinne, działalność kulturalną i operacje biznesowe oraz miejsce zarządzania majątkiem. To najatrakcyjniejsza opcja dla właścicieli firm czy inwestorów, którzy faktycznie przenoszą swoje centrum życiowe do ZEA, ale ze względu na globalny charakter działalności często podróżują.

 

A teraz zaczynają się schody dla polskich rezydentów

Wszystko powyższe brzmi fantastycznie. Zerowy podatek dochodowy, nowoczesne procedury, międzynarodowe umowy, prywatność finansowa. Gdzie więc jest haczyk? Niestety, diabeł tkwi w szczegółach, a te szczegóły dotyczą głównie skomplikowanej interakcji między polskimi przepisami podatkowymi a zapisami umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania między Polską a ZEA.

 

Pułapka zapisana w umowie międzynarodowej

Umowa między Polską a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi w sprawie unikania podwójnego opodatkowania pochodzi z 1993 roku i zawiera zapis, który dzisiaj tworzy poważny problem dla polskich rezydentów przenoszących się do Dubaju. Artykuł 4 ustęp 1 tej umowy stanowi, że dla celów umowy rezydentem podatkowym ZEA jest osoba fizyczna, która ma miejsce zamieszkania w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i jest obywatelem Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Proszę zwrócić uwagę na spójnik „i” – to nie jest alternatywa, tylko koniunkcja. Muszą być spełnione oba warunki łącznie. Polak, który przeprowadzi się do Dubaju, otrzyma wizę rezydencką, wynajmie lub kupi mieszkanie, będzie tam pracował i mieszkał przez cały rok, formalnie spełni wszystkie emirackie kryteria rezydencji podatkowej zgodnie z lokalnym prawem ZEA. Ale w świetle umowy międzynarodowej między Polską a ZEA nie może być uznany za rezydenta podatkowego Emiratów, ponieważ nie posiada ich obywatelstwa.

 

Prawna próżnia – nie tu, nie tam

To tworzy paradoksalną sytuację, którą doskonale ilustruje niedawna interpretacja podatkowa z września 2024 roku. Dotyczyła młodej Polki, która w lutym 2024 roku przeprowadziła się do Dubaju razem z mężem. Zawarła dwuletnią umowę o pracę z emirackim pracodawcą, wynajęła mieszkanie, otworzyła lokalne konto bankowe, wykupiła ubezpieczenie zdrowotne, otrzymała Emirates ID i wizę rezydencką ważną do lutego 2026 roku. Zerwała wszystkie istotne więzi z Polską – nie ma tu żadnej nieruchomości, samochodu, nie prowadzi działalności gospodarczej, nie uzyskuje żadnych dochodów. Do Polski wraca zaledwie pięć razy w roku na krótkie wizyty rodzinne.

Polski organ podatkowy wydał interpretację, w której potwierdził, że od lutego 2024 roku nie jest już polską rezydentką podatkową, ponieważ nie spełnia przesłanek z polskiej ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych – nie ma w Polsce centrum interesów życiowych ani nie przebywa tu dłużej niż 183 dni rocznie. Jednocześnie jednak organ uznał, że nie może ona otrzymać certyfikatu rezydencji z ZEA, ponieważ emirackie władze podatkowe nie wydają takich dokumentów osobom będącym w jej sytuacji ze względu na brak obywatelstwa ZEA i wynikającą z tego niemożność uznania jej za rezydenta w rozumieniu umowy międzynarodowej.

Powstaje zatem sytuacja prawnej próżni: nie jest polską rezydentką podatkową zgodnie z polskimi przepisami, ale jednocześnie nie może być uznana za rezydenta ZEA zgodnie z umową międzynarodową. Znajduje się jakby w międzynarodowej szarej strefie podatkowej.

 

Co to oznacza w praktyce?

Na szczęście polski organ podatkowy zajął pragmatyczne stanowisko. Stwierdził, że skoro podatniczka faktycznie przeniosła swoje centrum interesów życiowych do ZEA i spełnia wszystkie materialne przesłanki utraty polskiej rezydencji, to podlega w Polsce jedynie ograniczonemu obowiązkowi podatkowemu. Oznacza to, że musi rozliczać się w Polsce tylko z ewentualnych dochodów uzyskanych na terytorium Polski – a takich nie ma. Jednocześnie organ uznał, że brak certyfikatu rezydencji ZEA nie przekreśla faktu utraty polskiej rezydencji podatkowej.

Brzmi to optymistycznie i faktycznie dla tej konkretnej osoby sytuacja została rozwiązana korzystnie. Ale ten przypadek odsłania znacznie głębszy problem systemowy, który dotyka każdego Polaka rozważającego przeprowadzkę do Dubaju.

 

Trzy zasadnicze zagrożenia tej konstrukcji prawnej

Po pierwsze, brak certyfikatu rezydencji to brak twardego, obiektywnego dowodu swojego statusu podatkowego. Certyfikat to nie tylko formalny papierek. To dokument, który w sporze z organem podatkowym stanowi niewzruszalny dowód miejsca zamieszkania dla celów podatkowych. Bez niego podatnik opiera się wyłącznie na interpretacji indywidualnej, która co prawda daje ochronę prawną, ale tylko do momentu, gdy stan faktyczny pozostaje niezmieniony i tylko dla osoby, która ją otrzymała. Każda zmiana okoliczności może wymagać ponownego przechodzenia przez cały proces wyjaśniania swojej sytuacji podatkowej.

Co więcej, certyfikat rezydencji jest często wymagany przez zagraniczne instytucje finansowe przy otwieraniu rachunków inwestycyjnych, przez kontrahentów biznesowych przy zawieraniu umów międzynarodowych, a także przez władze podatkowe innych krajów przy stosowaniu preferencji wynikających z umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Jego brak komplikuje życie w międzynarodowym środowisku biznesowym i finansowym, tworząc dodatkowe bariery administracyjne.

Po drugie, klauzule rozstrzygające w umowie międzynarodowej, które mają określić, które państwo ma prawo opodatkowania gdy dana osoba spełnia kryteria rezydencji w obu krajach, w praktyce nie działają w tym przypadku. Standardowa umowa według wzoru OECD przewiduje hierarchię kryteriów: stałe ognisko domowe, ośrodek interesów życiowych, miejsce zwykłego pobytu, a dopiero na końcu obywatelstwo. Ale te klauzule działają tylko wtedy, gdy obie strony umowy uznają daną osobę za swojego rezydenta podatkowego. W przypadku umowy polsko-emirackiej sytuacja jest patowa: Polska może nie uważać danej osoby za rezydenta, ponieważ przeniosła centrum życia do ZEA, a ZEA formalnie też jej nie uznają dla celów umowy międzynarodowej, bo nie ma obywatelstwa.

Po trzecie, istnieje potencjalne zagrożenie ze strony polskiego fiskusa w przyszłości. Choć interpretacja potwierdza utratę polskiej rezydencji, nie możemy wykluczyć, że w przyszłości – zwłaszcza gdy dana osoba wróci do Polski lub jej sytuacja się zmieni – polski organ podatkowy może próbować retrospektywnie zakwestionować jej status. Argumentacja mogłaby brzmieć: skoro nie była Pani rezydentem ZEA w rozumieniu umowy międzynarodowej, to gdzie właściwie miała Pani rezydencję podatkową w tym okresie? Polski fiskus staje się coraz bardziej asertywny w kwestionowaniu zmian rezydencji, szczególnie gdy podejrzewa konstrukcje mające na celu wyłącznie unikanie opodatkowania.

 

Dlaczego umowa została tak napisana?

Umowa polsko-emiracka pochodzi z 1993 roku, gdy ZEA dopiero budowały swoją pozycję jako centrum finansowe. Wymóg posiadania obywatelstwa ZEA dla uznania kogoś za rezydenta podatkowego miał prawdopodobnie na celu ochronę przed nadużyciami – uniemożliwić tak zwane treaty shopping, czyli wykorzystywanie umów podatkowych przez osoby, które de facto nie mają rzeczywistych więzi z danym krajem, a jedynie formalnie tam przebywają dla celów optymalizacji podatkowej.

Problem w tym, że w 2024 roku ZEA są zupełnie innym państwem niż trzydzieści lat temu. Tysiące cudzoziemców żyje i pracuje tam legalnie, często przez wiele lat, budując tam swoje życie zawodowe i osobiste. System podatkowy ZEA także ewoluował znacząco – wprowadzono formalne kryteria rezydencji, które nie wymagają obywatelstwa, a które są zgodne z międzynarodowymi standardami OECD.

Ale umowa międzynarodowa nie została zaktualizowana. I powstała prawna sieć, w którą wpadają polscy podatnicy próbujący legalnie zmienić swoją rezydencję podatkową na emiracką.

 

Exit tax – ukryte niebezpieczeństwo czyhające w Polsce

Nawet gdyby udało się bezproblemowo zmienić rezydencję i uzyskać pełne potwierdzenie swojego statusu, czeka kolejna przeszkoda: polski exit tax. Ten mechanizm, wprowadzony w ramach implementacji unijnej dyrektywy ATAD, ma zabezpieczyć polskie interesy fiskalne przed tak zwaną ucieczką kapitału.

Exit tax dotyczy osób, które przez co najmniej pięć z dziesięciu ostatnich lat były polskimi rezydentami podatkowymi i posiadają określone aktywa – przede wszystkim udziały w spółkach. Jeśli ich wartość przekracza określony próg, powstaje obowiązek zapłaty podatku od niezrealizowanych zysków kapitałowych w momencie utraty polskiej rezydencji podatkowej.

Proszę zwrócić uwagę: opodatkowaniu podlegają niezrealizowane zyski. Oznacza to, że przedsiębiorca, który dziesięć lat temu założył spółkę, wkładając sto tysięcy złotych kapitału, a dzisiaj ta spółka jest warta pięć milionów złotych, w momencie zmiany rezydencji musi zapłacić dziewiętnaście procent podatku od różnicy między obecną wartością rynkową a historycznym kosztem nabycia. W tym przypadku od czterech milionów dziewięćset tysięcy złotych, czyli siedemset sześćdziesiąt jeden tysięcy złotych – i to zanim faktycznie sprzeda jakiekolwiek udziały lub otrzyma z nich jakąkolwiek realną korzyść finansową.

Dla przedsiębiorcy posiadającego znaczące pakiety udziałów może to oznaczać obciążenie liczone w setkach tysięcy, a czasem milionach złotych. Teoretycznie istnieje możliwość odroczenia lub rozłożenia płatności na raty, ale wymaga to spełnienia restrykcyjnych warunków określonych w przepisach i nie zawsze jest możliwe, zwłaszcza gdy zmiana rezydencji następuje do kraju spoza Unii Europejskiej i Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

 

Automatyczna wymiana informacji – koniec z prywatnością?

Wiele osób wierzy, że przeprowadzka do Dubaju oznacza, że ich finanse staną się niewidoczne dla polskiego fiskusa. To niebezpieczne złudzenie wynikające z niepełnego zrozumienia mechanizmów międzynarodowej wymiany informacji podatkowych.

ZEA uczestniczą w Common Reporting Standard, czyli systemie automatycznej wymiany informacji o rachunkach finansowych. Co prawda emirackie banki nie raportują do zagranicznych organów podatkowych informacji o rachunkach osób będących rezydentami podatkowymi ZEA – ale tutaj pojawia się kruczek. Status rezydencji dla celów CRS określa bank na podstawie self-certification, czyli samodzielnej deklaracji klienta składanej przy otwieraniu rachunku.

 

Problemy z powrotem do Polski

Osoby, które po kilku latach życia w Dubaju zdecydują się wrócić do Polski, mogą napotkać kolejne problemy. Polski fiskus może retrospektywnie zakwestionować utratę polskiej rezydencji podatkowej, argumentując, że cała operacja miała charakter tymczasowy i była motywowana wyłącznie unikaniem opodatkowania. W praktyce może to oznaczać konieczność wyjaśniania i bronienia swojego statusu podatkowego za lata wstecz, potencjalne dodatkowe rozliczenia, zapłatę zaległych podatków wraz z odsetkami, a w skrajnych przypadkach nawet postępowania karne skarbowe.

 

Czy warto? Realistyczna ocena szans i zagrożeń

Dla kogo przeprowadzka do Dubaju może mieć sens pomimo wszystkich opisanych komplikacji? Przede wszystkim dla osób, które rzeczywiście, autentycznie przenoszą swoje centrum życiowe do ZEA. Mówimy tu o przeprowadzce rodziny, rozwijaniu biznesu na rynkach Bliskiego Wschodu i Azji, budowaniu długoterminowych relacji biznesowych i osobistych w regionie. Dla kogoś, kto traktuje Dubaj jako prawdziwe miejsce życia na najbliższe lata, a nie tylko skrytkę podatkową, korzyści mogą zdecydowanie przeważać nad komplikacjami.

Ma to sens również dla osób z znaczącymi dochodami, gdzie oszczędności podatkowe liczone w setkach tysięcy złotych rocznie uzasadniają poniesienie kosztów profesjonalnego doradztwa podatkowego i prawnego po obu stronach, zainwestowanie czasu i środków w budowę rzeczywistej substancji ekonomicznej oraz akceptację ryzyka związanego z niepewnością wynikającą z anachronicznych zapisów umowy międzynarodowej.

Natomiast dla kogo to ryzykowne przedsięwzięcie? Dla tych, którzy liczą na magiczną różdżkę – certyfikat rezydencji, który automatycznie rozwiąże wszystkie problemy podatkowe bez faktycznej zmiany miejsca życia i prowadzenia działalności. Dla osób planujących nominalną rezydencję w Dubaju przy faktycznym życiu w Polsce, dla tych, których biznes i klienci są głównie w Polsce, a emiracka rezydencja ma być tylko fasadą. Dla przedsiębiorców niebędących gotowymi na konfrontację z polskimi organami podatkowymi i długotrwałe spory o interpretację swojego statusu. Wreszcie dla osób, które nie zbudowały odpowiedniej dokumentacji i śladów rzeczywistego pobytu w ZEA – rachunków za media, transakcji kartą płatniczą, zapisów w systemie opieki zdrowotnej, aktywności społecznej i kulturalnej.

 

Ostrzeżenie przed gotowymi schematami

Rynek pełen jest firm obiecujących kompleksową obsługę przeprowadzki podatkowej do Dubaju. Niektóre oferują nawet gotowe pakiety: wynajęty apartament na papierze, rejestrację w strefie wolnocłowej bez rzeczywistej działalności, certyfikat rezydencji i obietnicę życia bez podatków. Maksymalna ostrożność jest tutaj absolutnie kluczowa.

Polskie organy podatkowe dysponują coraz lepszymi narzędziami weryfikacji, a międzynarodowa współpraca w zakresie zwalczania unikania opodatkowania jest coraz skuteczniejsza. Schemat, który może wydawał się działać kilka lat temu, dzisiaj może skończyć się wieloletnim postępowaniem podatkowym, wysokimi karami i koniecznością zapłaty zaległych podatków wraz z odsetkami. A gdy do tego doda się koszty profesjonalnej obrony prawnej w sporze z fiskusem, łatwo można dojść do wniosku, że oszczędności podatkowe dawno przestały być opłacalne.

 

Rezydencja to maraton, nie sprint

Zmiana rezydencji podatkowej z Polski do ZEA to nie jest decyzja, którą można podjąć lekkomyślnie ani zrealizować w weekend po obejrzeniu motywacyjnego filmiku na YouTube. To kompleksowy, wieloletni proces wymagający dokładnej analizy indywidualnej sytuacji podatkowej, zrozumienia przepisów obu krajów oraz zapisów umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, uwzględnienia exit tax i innych kosztów zmiany rezydencji, faktycznej, rzeczywistej zmiany centrum życiowego, a nie tylko formalności wizowych, budowy solidnej dokumentacji i substancji ekonomicznej potwierdzonej obiektywnymi śladami oraz profesjonalnego doradztwa prawnego i podatkowego na każdym etapie procesu.

Dla właściwej osoby, z odpowiednim biznesem i rzeczywistymi planami życia w regionie Zatoki Perskiej, rezydencja podatkowa w ZEA może być sensownym, korzystnym rozwiązaniem przynoszącym znaczące oszczędności podatkowe. Ale dla kogoś, kto szuka szybkiej drogi do uniknięcia polskich podatków bez faktycznej zmiany miejsca życia i prowadzenia działalności – to droga prowadząca niemal na pewno do poważnych kłopotów z polskim fiskusem.

Dubaj to nie jest droga na skróty do zerowych podatków dla każdego. To jurysdykcja, która może oferować realne, legalne korzyści podatkowe, ale tylko tym, którzy podejdą do sprawy z należytą starannością, realistycznymi oczekiwaniami, gotowością do faktycznego przeniesienia swojego życia i akceptacją ryzyk wynikających z niedoskonałości międzynarodowych regulacji podatkowych. W przeciwnym razie, zamiast podatkowego raju, można znaleźć się w pułapce między dwoma systemami podatkowymi – płacąc potencjalnie więcej niż przedtem i mając znacznie mniej pewności prawnej oraz spokoju ducha.